+48 514 930 711
kontakt@elquatro.pl
No to nastała "WOJNA"! Premiera albumu kaeesy kaeesy

No to nastała „WOJNA”! Premiera albumu kaeesy kaeesy

W ubiegłym tygodniu, a dokładniej rzecz biorąc 13 czerwca 2017 r., miała miejsce premiera albumu od kaeesy kaeesyWOJNA. Piszemy o tym dopiero teraz, ponieważ wciąż ledwie możemy się pozbierać po tym emocjonalnym ładunku, jakiego dostarczył nam nasz kompan. Na album składa się 12 nagrań, zachowanych w – no, nie oszukujmy się – niespotykanej dotąd na polskiej scenie stylistyce. Należy zaznaczyć, że produkcja, teksty i wokale są dziełem kaeesy kaeesy. Album promowały dwa wideoklipy do utworów Który To Czas? oraz WOJNA.

"WOJNA" słyszalna coraz głośniej z oddali. Nowy teledysk od kaeesy kaeesy!

„WOJNA” słyszalna coraz głośniej z oddali. Nowy teledysk od kaeesy kaeesy!

Z oddali słychać dziwne hałasy, a w powietrzu czuć niepokój. Coś jakby nadchodziła wojna, ale bynajmniej nie trzecia. Ani nie światowa, ani nie chińska. Zimna też nie. Żaden Władek czy Doald nie maczają w niej palców, a przynajmniej wszystkie donosy milczą na ten temat. Ewentualnie dzieje się coś, o czym nie wiemy. Może nagle swoje nikczemne fascynacje skierowali na muzykę? Nie, nie jesteśmy w stanie sobie tego wyobrazić. Moździerze w kąt, bowiem nadchodzi album – znanego wcześniej jako KAEESkaeesy kaeesy. Nowy album. Będzie on zatytułowany po prostu WOJNA.

Premiera! Nowy teledysk od kaeesy kaeesy. "Który to czas?", który zapowiada album "WOJNA"

Premiera! Nowy teledysk od kaeesy kaeesy. „Który to czas?”, zapowiadający album „WOJNA”

Który to czas? – zwrócił się bezpośrednio do Ciebie KAEES, spoglądając porozumiewawczo, a następnie oddalił się w głąb ledwie oświetlonego pomieszczenia. Znaczy się… ehhm… przepraszamy! Jak łatwo się ludzie przyzwyczajają do pracy, do samochodu, do papierosów, do kota. Wracając do clou, pytał kaeesy kaeesy. Będziński drwal, który postanowił zmienić niemal wszystko, a za doskonałą okazję uznał premierę nowego nagrania. Oznacza to, że w żadnym wypadku nie ma miejsca na przyszłe pomyłki. Kto wie, czym one mogłyby poskutkować? Chłopak ewidentnie nie jest nastawiony przyjacielsko i to jedyne, co możemy wyczytać z jego zamiarów. Ogłasza stan wojenny! A może to tylko mylne wrażenie? Tak czy inaczej, rodzi się mnóstwo pytań i jeszcze więcej niepoznanych odpowiedzi. Czas pokaże, choć ten sam czas ucieka.

Nowy album instrumentalny Coka! Premiera "SA"!

Nowy album instrumentalny Coka! Premiera „SA”!

Pewnego razu czwórka przyjaciół wybrała się w Beskidy. Słońce, ledwie widoczne między chmurami, powoli padało w objęcia kwietniowej nocy. Kojarzysz ten widok, prawda? Przecież niedawno ostatnie śniegi zostały przepędzone przez naturę, więc nie wierzymy, że Ty i Twoja ekipa mogła sobie odpuścić weekend w górach. Podczas powrotu do schroniska, przed mężczyznami pojawił się tak enigmatyczny widok, że natychmiast stali się oni podejrzliwi wobec okolicy. Łuna światła rozpościerała się oświetlając, a jednocześnie zaślepiając najwyższy szczyt masywu. Po chwili namysłu ruszyli w jej stronę, choć kompas zaczął wariować. Za stertą chaszczy znalazł się nienaturalnie rozświetlony kamień, wciąż tkwiący w płomieniach, a pobliska flora przeinaczyła się w połamane gałęzie i coś na kształt krateru.

Wracamy po niewielkiej zadyszce!

Wracamy po niewielkiej zadyszce!

Lubisz Interstellar? Przyznaj się, że też pociekły Ci łzy jak Cooper zostawiał rodzinę, wyruszając w międzygalaktyczną podróż. Łamanie czasoprzestrzeni i te sprawy. Szkoda czasu. A ten w przestworzach płynie ewidentnie wolniej. Doskonale było to widać, gdy młody i jak zwykle przystojny Matthew McConaughey Cooper, po latach spotkał się ze swoją ponad stuletnią już córką. No długo go nie było, to fakt. Nas również, choć w międzyczasie nie szukaliśmy kukurydzy, której i tak nie lubimy, a naszym ludziom daleko do setki. Milczeliśmy tylko pozornie, ponieważ działaliśmy w ukryciu jak Justin Timberlake przed premierą The 20/20 Experience. Wierzymy jednak, że wszystkie piękne dziewczęta tęskniły, ponieważ wracamy ze zdwojoną siłą oraz z nową odsłoną naszej strony.

FURMAN

„Wyprane EP” Furmana. Premiera!

„Ej kolo, Furman puszcza w miasto solo” – chciałoby się sparafrazować klasyka. Rzecz ta miała już miejsce 7 marca 2017 r. za sprawą premiery Wyprane EP. Na album składa się 7 utworów o zróżnicowanej zarówno stylistyce jak i tematyce, które wyprodukował Funk Monster, Cok, Premier Arena oraz 101 Decybeli. Warstwa muzyczna, to analogowy świat mieszający się z postępującą cyfryzacją, czyli kreatywny sampling towarzyszy najgorętszej elektronice. Furman postanowił się wybebeszyć i wyprać kilka brudów. Słychać to wyraźnie w tekstach. Słychać rozczarowanie, zachwyty, trzeźwość umysłu. Przede wszystkim jednak słychać przemianę tego człowieka z osiedlowego łobuza na dorosłego realistę. Znajdziesz tutaj emocje!

17016778_1479090585457412_4440152878944384016_o

Wyjdzie w praniu. Jak to się robi na południu?

Cześć, z tej strony Modest. Rzekłbym, że przepraszam każdego za zwłokę, ale zastanawiam się, czy aby nie byłoby to wyjściem przed szereg? Przyzwyczaiłem ludzi do tego, że od dłuższego już czasu w co drugi poniedziałek czytają oni moje utyskiwania, zachwyty, spostrzeżenia czy emocjonalne, ekshibicjonistyczne zrywy. W zeszłym tygodniu zaniemogłem i byłem okropnie zły na siebie z tego powodu. Dotychczas konsekwentnie trzymałem się tych terminów i nawet jak przyszło mi pisać podczas gorączki, to nikogo (a przede wszystkim siebie) nie zawiodłem i tekst – mimo że mógł odstawać od pewnego poziomu – zawsze był opublikowany w ten felerny poniedziałek. Ze względu jednak na brak odzewu po ostatniej wpadce, nie jestem pewny poziomu tego przyzwyczajenia. Powiedzcie, że jestem w błędzie! Tym bardziej, że zamierzałem przygotować ekskluzywny materiał o – powiedzmy – wpływie populacji Tanzanii na regres polskiej alternatywy. Zdecydowałem się natomiast na wykonanie innego kroku.

I wyszło... pranie. Najnowszy teledysk Furmana!

I wyszło… pranie. Najnowszy teledysk Furmana!

Wraz z środą, nadeszła – zapowiadana wcześniej w nieśmiały sposób – premiera teledysku Furmana. Dzień 22.02.2017 r. może nie jest Narodowym Dniem Prania, ale wyprodukowane przez Funk Monstera Pranie tak zapada w pamięć, że mogłoby być idealnym pretekstem do modyfikacji kalendarza. Pranie, promujące Wyprane EP. Równolegle z jego publikacją wystartował preorder – wystarczy jedno kliknięcie w http://bit.ly/2kZPl78, aby stać się szczęśliwym posiadaczem pralki… Znaczy się, kompaktu! Za montaż i realizację zdjęć odpowiedzialna jest zaprzyjaźniona załoga Filminati!

Czy maminsynek może marzyć o byciu raperem?

Czy maminsynek może marzyć o byciu raperem?

Nie zmuszaj mnie, żebym Ci się zwierzył. Jak chcesz poznać moje myśli, przesłuchaj utwór Maggot Brain, autorstwa Funkadelic. One brzmią właśnie jak to nagranie. Klawisze, zagrane przez Berniego Worrella jednostajnie, w zasadzie przez całą długość nagrania, oznaczają życie, przemijanie, nieuchronny bieg wydarzeń. Są natomiast tylko tłem do emocji, które odzwierciedla Eddie Hazel za pomocą swej gitary. W tej cudownej partii słychać ich złożoność. Emocje niejako uzupełniają się z życiem. Bez niego nie istnieją i odwrotnie. Są one zmienne, mimo że życie toczy się dalej. Przebija się przez nie strach na pierwszym planie. Niepewność. Nagle zaczynają być coraz intensywniejsze, obłędne, destrukcyjne. Te szalone riffy w końcu ustępują spokojniejszej grze, oznaczającej ukojenie i ulgę. Chwilowe rzecz jasna. Takie, które następują po jakimś traumatycznym przeżyciu, dokładnie odwzorowanego pod koniec tej wielkiej improwizacji Hazela. Po chwili ster przejmuje Tawl Ross i Billy Bass Nelson. Ich gra imituje radość tak wielką, że natychmiast zapominasz o życiu. Stan, potęgowany dodatkowo przez fragment, w którym kompletnie nie słychać klawiszy. Ten błogi stan jednak nigdy nie trwa zbyt długo, nie brzmi to znajomo?

ELQ00024

Rosa Parks. Ostatnie ziemskie zadanie

Ponad jedenaście lat temu stanęłam twarzą w twarz ze Świętym Piotrem! Znalazłam się przed nim dość niespodziewanie, bo jak inaczej mogłabym to nazwać? Zasypiam sobie jak zwykle w swoim domu, leżącym na przedmieściach Detroit, a nagle budzę się gdzieś w obcym miejscu, w którym wszystkie dźwięki wydają się być stłumione, ludzie irytująco sympatyczni, a grawitacja niemal nieodczuwalna. W dodatku staje przede mną jakiś rozkazujący wszystkim portier, jednocześnie szanowany przez całe towarzystwo, a przecież – nie oszukujmy się – od kiedy to portierzy, recepcjoniści, ciecie czy inni klucznicy są najbardziej poważanymi ludźmi? Zwłaszcza przez pretensjonalnych chamów. Kiedy więc uświadomiłam sobie, że ten jegomość to główny pełnomocnik interesów Jezusa, natychmiast pojęłam, w jakim miejscu się znalazłam. Najpierw odczuwałam zaniepokojenie z tego powodu, żeby po chwili przerodziło się ono w niespotykaną dotąd ekscytację. I dobrze. Bo właściwie to miałam już dosyć tego świata, pełnego rasizmu, morderstw, oszustów, fanatyków.