+48 514 930 711
kontakt@elquatro.pl
"Miałem w głowie kilka pomysłów i uwierz mi, że ten, który wykorzystałem, był najmniej hardkorowy" - Modest Talking #1

„Miałem w głowie kilka pomysłów i uwierz mi, że ten, który wykorzystałem, był najmniej hardkorowy” – Modest Talking #1

Pamiętam jak świadomie zacząłem kolekcjonować płyty. Trafiłem akurat na takie czasy, w których było to troszkę napiętnowane przez znajomych. Gimnazjum. Kiedy więc ja jeździłem na gapę autobusami z przesiadkami, aby dostać się na drugi koniec miasta i kupić jedną płytę w Empiku, znajomi pobierali z Torrentów setki albumów, a za ostatnie kieszonkowe kupowali browary. Nie widzieli różnicy. Kilka lat później zdarzało się, że ci sami kumple posiadali bardziej bogatsze zbiory kompaktów od moich. W tym samym czasie, gdzieś w Warszawie, odgrywały się analogiczne wydarzenia. Jednym z tych, bez którego wypłaty warszawskim Empikom groziłaby plajta, był pewien młodzian. Dzisiaj ukrywający się na Instagramie pod tajemniczym nickiem @fotografuje_polskie_rap_plyty. Może i tajemniczym, ale od dzisiaj już nieanonimowym dla słuchaczy. Jego pasją jest rap i fotografia, więc nikogo nie powinny dziwić efekty tej fuzji. Gość, który nadal wierzy w oryginalność, a płyty na jego fotografiach niejednokrotnie nabierają nowego znaczenia. Jeśli ciekawią Cię kulisy takiej działalności, bezpośrednie inspiracje czy na przykład dlaczego dokonywanie aborcji jest w Polsce mniej kontrowersyjne od podpalenia butów, idealnie trafiłeś. Zapraszamy!

Pamiętasz skit Paktofoniki, pojawiający się po utworze Jestem Bogiem?

Aż tak wysoko aspirujemy? No dobrze, niech Ci będzie. Witam miliony czytelników. A na poważnie to oczywiście, że pamiętam. W czasach mojej młodości, jakkolwiek to zabrzmiało, „trzy słowa do ojca prowadzącego” były hitem porównywalnym do dzisiejszego… W sumie to nawet nie wiem do czego to porównać. Przekazywaliśmy sobie takie rzeczy na dyskietkach albo płytach. O YouTubie nie myśleli wtedy nawet jeszcze jego założyciele. Pamiętam również M1 do wynajęcia, polecam sprawdzić, jeżeli ktoś nie zna. To był prekursor dzisiejszych pranków, tylko bez tego końcowego „I’ts a prank bro!”. Z klasyków, wiecznie żywa parodia „Borewicza” oraz programu Na ratunek. „Ty, akumulator jest na handel”. Wiele tekstów przeszło do kanonu podwórkowych odzywek. Każdy słuchał czego innego, jedni rapu, drudzy rocka, ktoś inny metalu, disco itd. Ale jak wjeżdżał tekst „Co zrobić, trudno. Coraz trudniej dupę wyrwać na mieście. Fajny tornister kochanie” to wszyscy kumali o co chodzi i toczyli bekę.

Widzę, że mam sporo do nadrobienia, ponieważ nie znam niczego z tego, co wymieniłeś.

Może to znaczy, że jesteś normalny. Wiele tekstów, którymi tak się wtedy jaraliśmy, jest lekko mówiąc patologiczna.

Oj tam. Zacznijmy może nieco standardowo. Skoro już się tam wcześniej przywitałeś, to teraz powiedz coś więcej o sobie.

34 lata, dwójka dzieci, prawo jazdy kat. B. Z wykształcenia ekonomista. Zainteresowania: fotografia, rap i szeroko pojęta kultura hip-hop.

W chwili gdy pierwszy raz trafiłem na Twój profil, widziałem w nim siebie samego sprzed lat. Dziecięca zajawka, bezgraniczne oddanie pasji. Będę szczery, pierwsze co pomyślałem: no gimb. Pomysłowe zdjęcia, świetne koncepcje, ale jednak gimb. Prawda jak się okazuje jest zgoła inna.

„Nie zabijaj dziecka, które siedzi we mnie”. Myślę, że to najlepiej pasuje do tego co robię na Insta. Niestety odkryłem to dopiero w momencie, kiedy sam już byłem rodzicem i miałem dziecko. Codzienne obowiązki i brak czasu nie pozwalają mi na bezgraniczne oddanie się pasji, chociaż staram się wykorzystać na to większość czasu, który uda mi się wygospodarować dla siebie. Niestety jest to cholernie trudne w dzisiejszych czasach.

Myślę, że to czasowe ograniczenie jest najpiękniejsze w tym wszystkim. Dzięki temu ta pasja „lepiej smakuje”.

Na pewno sprawia, że nie przechodzimy nad nią do porządku dziennego. A wiadomo, że rzeczy na które długo czekamy, przynoszą najwięcej satysfakcji.

Podziel się tym patentem na odkrycie w sobie dziecka. Wytłumacz, że jest to ważna cecha. Wiesz, bywałem na imprezach, gdzie byłem jedynym dzieckiem, a dzięki wszystkim moim rówieśnikom miałem wrażenie, że jestem u cioci na imieninach. Brakowało tylko rozmów o swoim pogrzebie.

Niestety wiem jak to jest. Jednak z drugiej strony widać zmianę pokoleniową w narodzie. Zobacz jak kiedyś postrzegano 40-sto latków. Weźmy takiego inż. Karwowskiego – w garniturze, lekko zsiwiały, żona, dwójka dzieci, odpowiedzialna praca itd. Ludzie po 40-tce nie mieli wówczas w sobie nic „z dziecka”. A dzisiaj? Np. Tede. Gość jest po 40-tce, a diametralnie odbiega od wizerunku swojego rówieśnika z w/w serialu telewizyjnego. Zresztą chyba nawet sam o tym wspominał w którymś z wywiadów. Także nie metryka, a Twoje nastawienie określa Twój wiek. Możesz być smutnym 28-letnim korpoludkiem z kredytem hipotecznym na głowie, żoną i dzieciakiem, wyjeżdżającym dwa razy do roku na Malediwy. Ale z drugiej strony, możesz mieć 42 lata i ten sam kredyt. Łazić co tydzień, z tą samą żoną, a to do kina, a to do knajpy, a to do McDonaldsa czy nawet do parku. Możesz wymyślać coraz to nowsze zajęcia dla dziecka i jeździć na wakacje co pół roku, ale za każdym razem gdzieś, gdzie Cię jeszcze nie było. Wszystko zależy od chęci życia. Nie można popadać w marazm. Oczywiście sam często łapię małą depresję, ale staram się nastawiać pozytywnie. Kto inny zadba o przeżycie mojego życia, jeśli nie ja sam? Pewnie dla niektórych zabrzmi to patetycznie i pusto, ale tak jest.

Tedego akurat bardzo lubisz. Jego postępowanie niby ma w sobie wiele z dziecka, ale nie wierzę, że spogląda on na świat przez pryzmat tego dziecka. Sam zauważam u siebie inne spojrzenie na pewne sprawy niż 10 lat temu, choć nie uważam, żebym za wiele się zmienił. Czy Twoja sympatia do TDF-a nie wynika z tego, że w pewien sposób jego postawa jest takim urzeczywistnieniem marzeń każdego mężczyzny? Wiesz, który żonaty mężczyzna nie chciałby się na jeden dzień zamienić w Jamesa Bonda? Nie znam takiego.

Ależ oczywiście, że nie chciałbym się zamienić w Jamesa Bonda… Dobra moja żona i tak pewnie tego wywiadu nie przeczyta. A tak na poważnie. Każdy ma swoje priorytety. Czy Jacek jest szczęśliwy żyjąc tak, a nie inaczej? To pewnie wie tylko on sam. Ja słucham go od czasu 1kHz. Nie zyskał więc mojej sympatii za styl życia. Wypracował ją swoją muzyką. Ale w życiu tak jest, że najbardziej pragniemy tego, czego nie mamy. Nawet laska 10/10 każdemu się znudzi po pewnym czasie. Zobacz na te wszystkie WAGSy. Zrobione lalki, a chłopaki i tak sobie działają na boku. Tiger Woods, Wayne Rooney, długo by wymieniać. A wracając do meritum: tak. Chciałbym zostać na jeden dzień Bondem. Jednak bardziej po to, żeby dorwać się do tych wszystkich zabawek od Q.

(śmiech) Właśnie o tym mówię. Przeczytałem w jednym z wywiadów, że bodajże w Szczecinie istniała grupa kobiet, która zajmowała się uwodzeniem piłkarzy i wyzyskiwaniem z nich kasy. Eh. Wiesz, że większość odbiorców Jacka – jak również Twoich – nie zna 1kHz.

Większość jego dzisiejszych fanów urodziła się po 2000 roku. Nie można od nich wymagać, że będą się jarać kawałkami z lat 90-tych, kiedy nie było ich nawet w planach. Świadomy słuchacz sprawdzi sobie 1kHZ, 3H, Warszafski Deszcz. Dowie się, że Tede to nie tylko Tede & Ser Micz. Ale czy to coś zmieni? Pewnie nie, bo sam jak słucham pierwszych nawijek TasaDeFlei, to mam dziś ochotę zakopać słuchawki głęboko, zapominając gdzie. A 20 lat temu jarałem się tym strasznie. Walkman na full, kaseta przegrywana z piętnastej kopii i do przodu.

Długo wzbraniałem się przed założeniem Insta. Nie pociągało mnie pstrykanie zdjęć burgerom czy też dzióbkom w windzie. Z czasem jednak wymiękłem oraz postanowiłem dokumentować tutaj swoją zajawkę. Tylko że często mnie się nie chce. Zanim odpakuję płytę, wykonam odpowiednie ujęcie, nałożę idealny filtr, wymyślę ciekawą treść i angażujące tagi, światło dzienne zdąży zniknąć. Jak mąż i ojciec dwójki dzieci znajduje czas? Przecież Twoje zdjęcia nie mają nic wspólnego z chaotycznym uwiecznieniem płyty rzuconej na środek kanapy!

Na początku jest pomysł, jakaś idea, która długo i uporczywie kiełkuje mi w głowie. Czasami dopiero mentalny liść wypłacony mi przez żonę, każe zejść na ziemie i zająć się córką, obiadem, popłacić rachunki itd. A myśl w głowie cały czas się rozrasta i ewoluuje (prawie jak w Incepcji :)). Najwięcej czasu i zaangażowania pochłania właśnie ta cała otoczka, podczas której obmyślam jak mam zrobić dane zdjęcie. Gdzie? Komu? Z jakim tłem czy gadżetem? Gdy już wiem jak dane zdjęcie mam wykonać, wtedy w grę wchodzi właśnie brak czasu i większość rzeczy dzieje się na wariackich papierach. Zdjęcie do waszej płyty Nagrania to był taki kosmos, że do tej pory moja małżonka się ze mnie nabija i wypomina mi moje nerwy i brak cierpliwości. Niedziela, weekend z rodziną. Z powodu złej pogody i zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia, postanowiliśmy jak prawdziwi Polacy, spędzić popołudnie w galerii handlowej. Robiąc zakupy, miałem w głowie tylko żebyśmy skończyli je przed zapadnięciem zmroku, żebym zdążył jeszcze zrobić fotkę na służewieckim „Mordorze”. Cały czas poganiałem dziewczyny i ani na moment nie pozwoliłem im zapomnieć, po co tak naprawdę wyszliśmy z domu. Po kilku godzinach w końcu zwątpiłem, widząc jak za oknami robi się ciemno i ponuro. Niebo zaszło chmurami i zaczął padać deszcz. No nic, myślę, już po zdjęciu. Zdenerwowany powiedziałem, że idę do samochodu, a one mogą dalej robić zakupy same. Na nic się zdały tłumaczenia żony, że dopiero 14:00 i że na pewno uda się jeszcze to zdjęcie zrobić. Zawziąłem się i koniec. Jednak kiedy po pół godzinie wyjeżdżaliśmy z parkingu, okazało się, że niebo się trochę rozchmurzyło. Udaliśmy się więc na jedną z ulic „biurowego zagłębia”. Oczywiście po drodze znowu się rozpadało, i tak w deszczu, bez parasolki, z krzycząco-płaczącym dzieckiem w samochodzie, w „ujebanej koszuli”, nie było mowy o użyciu statywu i samowyzwalacza. Musiałem aparat oddać w ręce żony. Świadomy jej umiejętności wiedziałem, że to nie ma prawa się udać 🙂 Cyknęła kilka ujęć i uciekliśmy do domu. Dopiero tam na spokojnie przejrzałem zawartość karty i okazało się, że jednak się udało. Także wsparcie żony pomaga mi w takich chwilach i uspokaja. Jestem strasznie niecierpliwy i jak mam już możliwość zrobić zdjęcie, to choćby się waliło i paliło, muszę to zrobić. To chyba była jedna z tych „sesji”, przed którą i w trakcie której wywarłem największą presję na mojej rodzinie… No dobra, ta presja jest wywierana przy każdym zdjęciu.

Nieźle się poświęcasz! Obserwując jednak Twój profil można zauważyć, że do pewnego momentu były to właśnie zdjęcia typu „zdjęcie płyty”. Co spowodowało, że zacząłeś im nadawać za każdym razem jakiś koncept? Skąd ten przełom?

Tak naprawdę to już od początku chciałem robić zdjęcia inne niż wszyscy. Dowodem jest pierwsze zdjęcie jakie wstawiłem na profil. Płyta Ludzie Sztosy Dwóch Sławów na tle kadru z teledysku Ciężki Zawód. To sobie wykombinowałem, nie? Chciałem zrobić coś fajnego i świeżego, ale nie wiedziałem jak się do tego zabrać. A że jak wspomniałem, jestem „w gorącej wodzie kąpany”, to moje początkowe zdjęcia nie są, jakby to powiedzieć, w moim stylu. Pierwsze takie zdjęcie powstało tydzień po założeniu profilu. Wracałem właśnie skądś do domu, wieczorową porą i traf chciał, że zaczął padać deszcz. Dojeżdżając do skrzyżowania zauważyłem znajomy widok za szybą. Sięgnąłem więc do schowka i wyciągnąłem Światła Miasta Grammatika. Zatrzymałem się na początku pasa do skrętu w lewo, włączyłem światła awaryjne i wyłączyłem wycieraczki. Poczekałem chwilę i zrobiłem serię zdjęć. Od razu wybrałem to najlepsze i wgrałem na profil. Byłem z tego zdjęcia zajebiście dumny i zadowolony. W końcu wpadłem na coś, o co mi chodziło od dłuższego czasu. Później znowu były zdjęcia „przypadkowe”. Drugim zdjęciem był Trójkąt Warszawski Taco Hemingwaya z burgerem z Bobby Burgera (nawiązanie do poszukiwań Taco w Kebab Kingach i właśnie w BB). Trzecim konceptem był Mefistotedes Tedego. Nie wiem czy ktoś zaczaił, bo w sumie skąd mają to ludzie wiedzieć, że płytę sfotografowałem na tle bloku, w którym mieszka Tede na Kabatach. Dlaczego akurat tam? Bo sam mówił, że okładkę do tej płyty zrobił w jakiś totalnie amatorskich warunkach, u siebie w domu w łazience. Później Miejski Patrol Mielzkyego i Patr00 i nawiązanie do motywu VHS z teledysku Texas. Pomału zaczęły mi przychodzić coraz to lepsze koncepty i tak od zdjęcia Nowego Testamentu Dioxa, wszystkie zdjęcia są takie, jakie chciałem od początku mojego działania na Instagramie. Zajęło mi to pięć miesięcy. Ale w końcu trafiłem na prawidłowe tory.

Jak widać opłaca się być cierpliwym. Wspomniałeś o Światłach Miasta. To kultowa płyta, bezapelacyjnie. Klasyk. Przypomniałeś mi o Twoim zdjęciu pierwszego Kalibra, które miało charakter „edukacyjny”. Jaki był odzew? Dla ilu osób to była TA przychodnia, a dla ilu JAKAŚ przychodnia? Czy możemy się spodziewać więcej „edukacyjnych” fotografii?

Odzew był spory. Większość osób znała dobrą odpowiedź, także byłem z tego zadowolony. Czy planuję więcej „edukacyjnych” postów? Na dzień dzisiejszy nie wiem. To wszystko przychodzi w trakcie wymyślania konceptu do konkretnej płyty. Spostrzegawczy obserwatorzy zauważą, że kilka moich zdjęć jest opatrzonych hasztagiem #podrozesladempolskiegohh. Przedstawione są na nich miejscówki z teledysków czy z okładek danych płyt. Jaram się takim „globtroterstwem” i polecam odkrywanie takich miejsc. Tak jak miało to miejsce z „odkrywaniem” słynnej bramy z okładki Zwykłej Codzienności Slums Attack. Przy reedycji tej płyty, Instagram zalała fala zdjęć fanów, stojących w tej bramie. I dla mnie jest to super. Wiesz, nie chcę nikogo edukować. Widzę po swoim profilu, że niekoniecznie moje przeżycia są skorelowane z przeżyciami moich obserwatorów, np. kawałek Borixona Platynowe Sombrero. Przecież tekst: „stówa, wydaję ją jakbym spluwał” to klasyk i wszedł na dobre do potocznego języka. Jednak zdjęcie, które według mnie fajnie nawiązuje do tego numeru, nie osiągnęło oczekiwanego przeze mnie sukcesu. Być może samo zdjęcie było do bani.

PRO8L3M oparł na tym wersie jeden ze swoich największych hitów. Może wypadałoby dorzucić Art Brut Mixtape do zdjęcia? Posiadasz w swojej kolekcji? Na aukcjach osiąga horrendalne ceny. Nasuwa mi się pytanie, które zadaję chyba każdemu kolekcjonerowi. Jaki jest największy biały kruk w Twojej kolekcji?

Z PRO8L3Mem mam taki problem, że bardzo długo Oskar był dla mnie asłuchalny. Dopiero ostatnio się do niego przekonałem i nadrabiam zaległości. Nie mam jakichś konkretnych białych kruków w kolekcji. Parę tygodni temu udało mi się kupić PitStop Pyskatego w normalnej cenie płyty z Empiku (35 czy 36 złotych). Rasmentalism Hotel Trzygwiazdkowy, Tede Note2, a, zapomniałbym o Eklektyce Quebo. Białym krukiem jest dla mnie również płyta Flojd / Wiro Kilka Stopni Wyżej. Wydana w zeszłym roku, a już osiąga ceny powyżej 100 PLN. Także jak widzisz, żadnego Eisa, Elemera czy Waco. Z prostej przyczyny… Zdrowy rozsądek. Zakup płyty za 500 czy 1000 PLN, to dla mnie rzecz nie do zaakceptowania. Szanuję wszystkich tych, którzy kupują takie wydawnictwa, ale ja bym tak nie zrobił. Na dzień dzisiejszy tak naprawdę chciałbym dorwać w normalnej cenie Stare Miasto Starego Miasta, ale to bardziej ze względów sentymentalnych. Ta kaseta towarzyszyła mi po prostu kilka ładnych lat, a została skradziona razem z walkmanem, któregoś dnia w drodze powrotnej z liceum.

Najgorzej. Kolega kiedyś woził w samochodzie same kompakty i w konsekwencji zostały mu same pudełka z jego – bądź co bądź – niemałej kolekcji. Czyli jednak masz. Siedzisz w rapie tak długo, że pewnie wiele z nich kupiłeś właśnie w normalnej, empikowej cenie. Pomyśl, że Furman kupił CD Eisa za grosze w Media Markt, gdy na aukcjach osiągał już zawrotne ceny.

Słyszałem kiedyś o takich strzałach w MM bądź Saturnie, gdzie odkopali jakieś pudełka z czeluści magazynowych i wyłożyli, niczego nie świadomi, normalnie do sprzedaży. Miło osobiście znać szczęściarza, który na to trafił. Zawsze to inaczej brzmi: „Ej znam ziomka, który kupił Eisa za kilka dyszek”. Niż: „Ej, słyszałem, że gdzieś tam jakiś ziomek kupił Eisa za kilka dyszek”. Anegdota uzyskała właśnie „upgrade”.

(Śmiech) Dlaczego Instagram? Albo pytanie powinienem inaczej sformułować. Dlaczego TYLKO Instagram?

Miałem prywatne konto na Facebooku i szczerze mówiąc, przytłoczyło mnie to, co w pewnym momencie się tam zadziało. Brak przejrzystej informacji od znajomych, wszędzie reklamy czy sponsorowane posty. Ten cały śmietnik sprawił, że trudno było mi wyfiltrować istotne dla mnie rzeczy. Wykasowałem wszystko z konta i je zawiesiłem. Na Instagramie, pod koniec 2015 roku, tego jeszcze nie było. Niestety dopiero później wprowadzono brak chronologii czy sponsorowane posty, których na szczęście nie jest dużo i nie przeszkadzają mi tak jak na Facebooku. Brak chronologicznie wyświetlanych zdjęć, bardziej przeszkadza mi na prywatnym profilu niż na @fotografuje_polskie_rap_plyty. Tam tego nie zaobserwowałem. Nie wiem w sumie czemu. Na prywatnym, posty wyświetlają mi się od tych „najlepszych”, a na rapowym według daty dodania. Ki czort? Nieważne. Dlaczego zdecydowałem się na ten kanał social mediów? Ponieważ opiera się on na tym co robię, czyli na zdjęciach. A dlaczego tylko? Narazie nie uważam, żebym był na takim poziomie, abym mógł sobie pozwolić na własną stronę czy blog. Sam Instagram zabiera mi sporo czasu. Jeżeli miałbym działać jeszcze gdzieś dodatkowo, to pewnie nie poukładałbym sobie tego wszystkiego. Jeżeli jednak mój zasięg będzie się dalej powiększał i przyjdzie odpowiedni czas na to, to nie mówię nie.

Czyżby powoli ten czas nadchodził? Ostatnio zaobserwowałem kilka Twoich ruchów, które mogłyby to sugerować.

Na dzień dzisiejszy nie myślę o tym na poważnie. Jak na razie wystarczy mi profil na Instagramie. Z ciekawostek, to zainstalowałem sobie ostatnio apkę indaHash, ale po szybkim ogarnięciu odpuściłem ten temat. Nie opłaca się to w ogóle. Rozumiem, że w pewnym momencie można się sprzedać. Ale powinno się to odbyć za gruby hajs, a nie za kwoty jakie tam oferują. Kasa za konkretny post to są po prostu śmieszne pieniądze przy tym, co sami zgarniają od zleceniodawców kampanii. Myślałem, że działa to bardziej subtelnie. Wiesz, coś na zasadzie, zrób zdjęcie z puszką CC albo z paczką chipsów w tle, ale żeby zdjęcie pasowało do Twojego profilu. Wtedy może bym się nad czymś takim zastanowił. Ale tam jest z grubej rury określone co ma być na zdjęciu czy filmie i czego ma nie być. Także jeszcze raz, to nie dla mnie.

Ale nieoficjalnie wiem, że Twój profil jest na 48 miejscu w rankingu najpopularniejszych polskich profili muzycznych. Co prawda przewodzi w nim Margaret, ale z rapowych najwyżej jest Quebo – piąty. Popularność jest odczuwalna? W skrzynce odbiorczej znajdujesz zdjęcia cycków Twoich fanek?

Skąd masz te dane? Chętnie się z nimi zapoznam, żeby wiedzieć kogo mam jeszcze przeskoczyć 🙂 A tak na poważnie, w skrzynce nie znalazłem jeszcze nigdy roznegliżowanych fotek fanek, ale za to średnio kilka razy na tydzień ktoś piszę mi, że spoko pomysł, fajne zdjęcia itd. To bardzo pomaga przełamać mój brak wiary w siebie i napędza na przyszłość. Popularnością nie można chyba tego nazwać. I wątpię, żebym kiedyś robił to na takim poziomie, żeby ktoś rozpoznawał moje zdjęcia i mnie. Chociaż kiedyś pod jednym zdjęciem (nie moim) @go.be.pro napisał coś w stylu: „Widzę klimaty @fotografuje_polskie_rap_plyty”. Mam nadzieję, że to oznaka, że mam ten swój specyficzny styl i że komuś się on podoba. Uważam jednak, że to co robię jest tak niszowe, że ciężko będzie się z tym przebić wyżej. W końcu dotyczy to jednego, wybranego rodzaju muzyki. Gdybym robił to z większym rozmachem, to może przyniosło by to jakieś efekty.

Czy ja wiem? Czasem mam wrażenie, że polski hip-hop jest nieskończony. Zresztą, wielu ludzi od rapu zaczyna, a kończy na słuchaniu przykładowo Pink Floyd lub Hansa Zimmera, więc kto wie?

Przecież podkłady rapowe to sampling. A z czego się sampluje? Ze wszystkiego. Wiadomo, że każdy ma jakąś tam swoją drogę za sobą i nie słucha od podstawówki tego samego. Gorzej jednak jak po „ewolucji” zaczyna się wypieranie tego, że słuchało się kiedyś rapu. Nie wiem czemu, ale dla niektórych ludzi to obciach. Ostatnio sam Michał Urbaniak zauważył w wywiadzie dla CGM-u, że „hiphop uratował jazz…” Zainteresowanych odsyłam do wywiadu (znajduje się on TUTAJ – przyp. red.) Także nie ma się co wstydzić. Może nie wszyscy słuchają rapu najwyższych lotów, ale muzyka powinna nas łączyć, nie dzielić. Nie wolno oceniać niczyich gustów i preferencji. Chcesz umysłowego wycisku to słuchasz Łony czy Mesa. Wolisz coś lżejszego? Proszę bardzo. Każdy znajdzie coś dla siebie. Wracając do sampli. Ciekaw jestem ilu fanów Peji kojarzyła skąd pochodzi sampel z Głuchej Nocy? Czy gdyby nie afera ze Stanem Borysem, to ile osób skojarzyło by te dwa utwory? Większość pomyślała pewnie, że to „jakaś dupka na refrenie”. A tu zonk. No cóż. Myślę, że to właśnie z tego wynika fakt, iż dużo ludzi wywodzących się z naszej subkultury, słucha tak zróżnicowanej muzyki. Po prostu słuchając rapu, odkrywa się jego złożoność i z ciekawości sprawdza, co też tam wysamplował ten Michu czy Czarny. Polecam sprawdzić sample z J23 czy Kara’vanu z płyty Kurt Rolson. Można namierzyć je łatwo na Ślizgu w temacie o w/w płycie. Natomiast to, co się dzieje w utworze Chorizzo z płyty Keptn, zasługuje tylko na komentarz w stylu „Kolega prosi o link” 🙂

Czy któryś z artystów, których płyty uwieczniłeś na fotografii, skontaktował się z Tobą kiedyś osobiście, żeby bezpośrednio wyrazić zachwyt? W końcu niejedno Twoje zdjęcie pod kątem artystycznym przewyższa okładkę.

Jeżeli kontaktem osobistym nazwiemy spotkanie bądź rozmowę telefoniczną, to nie. Lajków pod zdjęciem nie liczę, bo oprócz „największych”, to większość lajkuje i komentuje. Jeżeli chodzi o reposty moich zdjęć na swoje profile, to zrobili to tylko Rest z Dixonów, Proceente, Hukos i Pawbeats. I elQuatro u siebie na Facebooku. Dla mnie najwyższym uznaniem jest, jak mnie dany wykonawca zaobserwuje (alfabetycznie m.in. Bejf, Cok, Furman, Hades, Hukos, Jakuza z NWJ, kaeesy kaeesy, Łysonżi Dżonson, Małach / Rufuz, Metrowy, Modest, Dj Noriz, Pjus, Proceente, RDW, Red, RX Produkcja, Szwed, Toster). Musi mi to wystarczać na dzień dzisiejszy. Niestety myślę, że moje zdjęcia nikną w morzu innych i nie są dla nich wystarczająco profesjonalne. Co doskonale rozumiem, bo profesjonalistą nie można mnie nazwać na pewno. Za mało doświadczenia, a za dużo chęci. A jak wiadomo, dobrymi chęciami to jest piekło wybrukowane. Zdarzają mi się jednak tacy wykonawcy, którzy nie przebili się jeszcze do mainstreamu i proszą mnie o sfotografowanie ich płyt. Nie ma ich sporo, ale kilku już mi się trafiło.

Jednego z nich znam (śmiech). Oj tam, niedoskonałość ma swój urok, który szybko można stracić jak się wsiąknie w jakieś wyuczone metody. A zresztą ograniczenia powodują większą kreatywność, nie sądzisz?

Masz rację. Sam jak nie mogę z jakichś powodów wykonać zdjęcia tak jak chcę, to mi odbija i lepiej wówczas nie wchodzić mi w drogę. Zaczynam wtedy kombinować co zrobić, żeby w końcu zrealizować swój plan. Wydaje mi się jednak, że nie robię tego codziennie i jeszcze długo „nie wsiąknę”. Nie martw się, niedoskonałości mi nie zabraknie. A co do ograniczeń to masz rację. Nie można tylko popaść w zobojętnienie, na zasadzie, że nie zrobię tego tak, bo coś mi nie pozwala. Wiadomo, że pewnych rzeczy fizycznie się nie przeskoczy, ale wtedy trzeba pomyśleć i zakombinować. Mam swoją teorię, że większość wynalazków ludzie wykombinowali z lenistwa. Lenistwo pcha nas do przodu. Jak zrobić więcej i się nie narobić? Czyli ograniczenia, w tym przypadku lenistwo człowieka, rzeczywiście powodują zwiększoną kreatywność.

Rodzice powtarzali, że rap demoralizuje, a jego słuchacze będą wykolejeni. Tymczasem zajmujesz wysokie stanowisko w jednej z warszawskich korporacji. W jakim stopniu słuchanie rapu Ci pomogło?

Z tym wysokim stanowiskiem to bym nie przesadzał. Powiedzmy, że jestem związany z branżą paliwową i współpracuję z jednym z większych koncernów w tej branży. Jak rap mi pomógł? Na pewno nie przeszkodził w niczym. Do tej pory pokutuje niestety pogląd, że polski słuchacz rapu to Sebix z dużego blokowiska i patologicznej rodziny. Nieraz widziałem duże oczy u rozmówcy, kiedy oznajmiałem czego słucham. Uważam jednak, że nie wolno zamykać się na żaden gatunek muzyki. Zarówno w rocku czy metalu znaleźć można wykonawców pokroju Gangu Albanii, ale trafiają się również takie „perełki” jak Ten Typ Mes, Łona czy choćby Zeus, u których nie ma pustego nawijania o dupach i melanżu, ale jest ten poszukiwany przez wszystkich przekaz. Rapu słucham od podstawówki, a moją pierwszą kasetą był Alboom Liroya, ups… posła Liroya. Dla mnie jest to tak naturalne jak jedzenie czy picie. Także patrzę na tą kulturę z innej perspektywy. Kończąc, nie umiem Ci określić w jakim stopniu słuchanie rapu mi pomogło, bo rap był ze mną „od zawsze”. Gdybym zaczął go słuchać, nie wiem, dopiero w liceum, wówczas mógłbym Ci na to pytanie konkretnie odpowiedzieć.

Czy pięści podnosiliście na widok policji, której niestety nie widzimy w kadrze? Nie znam dobrze Warszawy, ale zdaje się to być ruchliwa ulica. Nie skończyło się mandatem?

Nawiązujesz do zdjęcia z płytą Wdowy, która właśnie do Pięści kręciła część teledysku na uwiecznionym przeze mnie skrzyżowaniu przy Teatrze Wielkim. Była to niedziela, więc ruch na ulicy był znikomy. Kręciło się jednak sporo policji, która obstawiała tego dnia finał WOŚPu. Parę razy miałem ciarki na plecach, bo oprócz tego, że moja modelka siedziała na krześle w miejscu, gdzie siedzieć nie powinna, to dodatkowo, aby zrobić zdjęcie z odpowiedniej perspektywy, musiałem kucać na środku jezdni. No więc z jednej strony uważałem na to, żeby mnie nikt nie przejechał, z drugiej na to, żeby nikt nie przejechał modelki i jeszcze żeby kompozycja zdjęcia odpowiadała kompozycji kadru z teledysku Wdowy. Na dodatek co chwilę przejeżdżał radiowóz i nie do końca wiedziałem, czy nie będą nas legitymować i nie wlepią mandatu. Jednak wszystko dobrze się skończyło i do tego nie doszło. Panowie owszem zwalniali, patrzyli co robimy, ale mieli tego dnia chyba ważniejsze sprawy na głowie niż dziewczyna na krześle, której jakiś nawiedzony gość robi zdjęcia. Tak myślę. Chociaż chciałbym tu pozdrowić starszego pana, który podszedł do nas i spytał się co robimy. W trakcie rozmowy okazało się, że był to wykładowca z ASP, który zajmował się teatrem i szeroko pojętą sztuką. Postał z nami chwilę, posłuchał moich wyjaśnień (nie wiem czy zrozumiał o co mi chodzi :)), pokiwał głową, pochwalił i poszedł dalej. Widziałem jednak, że go to zaintrygowało, bo myślał chyba, że to jakiś happening czyli część sztuki, która go mocno interesowała. Nie wyśmiał nas jednak, nie skrytykował, wyraził wręcz zachwyt nad tym, że „młodzi” ludzie mają w dzisiejszych czasach „takie zajęcia”. To był, można tak powiedzieć, mój pierwszy kontakt na żywo z widzem. Bardzo mi się to spodobało.

Uwielbiam Polowanie Na Zło Sokoła, ale boję się tego utworu tak samo jak Twojego zdjęcia! Mówiąc, że ono jest odważne, to jak nie powiedzieć nic. Skąd ten pomysł? Nie bałeś się, że przekroczysz granicę? Że pomyślą: „psychopata”? Albo Słoń (śmiech).

Tego Słonia odebrałbym jako pochwałę. Robiąc to zdjęcie nie do końca zastanawiałem się nad konsekwencjami. Po prostu nie miałem na to czasu. Wiedziałem, że to ostatni dzwonek kiedy będę mógł sfotografować tę płytę w takim ujęciu. Tym bardziej, że dwa i pół tygodnia wcześniej, przy wrzuceniu zdjęcia z płytą Sokoła i Marysi z walcem, @cosmokosmita „rzucił mi wyzwanie” dotyczące właśnie Polowania Na Zło. Miałem w głowie kilka pomysłów i uwierz mi, że ten, który wykorzystałem, był najmniej hardkorowy. Wracając jednak do czasu, to następnego dnia o godzinie 8:30 byłem już z żoną na porodówce i cztery godziny później urodził mi się syn. To się nazywa dopiero wyczucie. Tak naprawdę dopiero przy publikowaniu zdjęcia na Instagramie, chwilę się nad nim zastanowiłem. Doszedłem jednak do wniosku, że nikogo tym zdjęciem nie obrażam. Myślałem, że wzbudzi ono owszem jakieś tam kontrowersje, ale pomyślałem: „pieprzyć to”. Jeżeli się komuś nie spodoba to trudno. Najwyżej stracę kilku obserwatorów. Nic jednak się takiego nie stało. Zdjęcie przeszło bez jakiegoś większego echa. W komentarzach nie było bicia piany czy wyzywania mnie od szatanów czy bezbożników. Nawet przy zdjęciu z płytą Hukosa, na którym jest moja córka, jakaś osoba z USA skomentowała: „Fuck this”. Tutaj tego nie było. Pomyślałem: „Nie wiem, może coraz trudniej zszokować dzisiejszego odbiorcę?” Postanowiłem to sprawdzić robiąc zdjęcie Skrrrt Tedego. Wywołało ono większe tarcia niż to, o które pytasz. Dla mnie to trochę chore. Wiadomo, że krew była udawana i nie zrobiłem przecież tak naprawdę aborcji, ale żeby spalenie butów podnosiło ludziom bardziej ciśnienie? Wstaw tu jak chcesz mem: „I don’t want to live on this planet anymore” żeby zobrazować to co czuję.

(Śmiech) Zdjęcie z Hukosem było świetne. Można było odnieść wrażenie, że Twoja córka wystąpiła w sesji do okładki. Serio.

O stary. To było jak prawdziwa sesja. Była stylistka i wizażystka (w osobie mojej żony), modelka, garderoba pełna ubrań i scenografia, bo przecież wszystko miało jak najbardziej przypominać zdjęcie z okładki. Bądź mądry i znajdź podobną pościel czy rajstopy z odpowiednim wzorem… Nawet był foch u modelki, bo fotograf zapomniał, że to zabawa i za bardzo wczuł się w rolę. Jednak końcowy efekt jest zadowalający i był wart tego całego wariactwa po drodze.

Można więc powiedzieć, że Twój etos pracy przypomina etos pracy Nolana. Perfekcjonista. On zapewne też wolałby spalić te buty niż dodać podobny efekt komputerowo. Obejrzałem wszystkie zakulisowe materiały z trylogii Batmana, więc wiem, co mówię!

No widzę, że porównania coraz grubsze i tłuste niczym Wini. To dla mnie spory komplement. Trylogia Nolana o Batmanie, dla mnie jest najlepszą filmową ekranizacją historii Bruca Wayne’a. Niestety mój brak umiejętności niweczy w pewnych momentach założenia, jakie mam, podchodząc do zdjęcia. Perfekcjonista? Na pewno. Ale świadom swoich ułomności. I dlatego zdarza mi się publikować zdjęcie, z którego nie jestem w 100% zadowolony.

Kiedy doczekamy się zdjęcia z winylem w roli głównej?

Już jest takie zdjęcie. Winyl przedstawiony na nim to Spinache Spinacha. Wygrałem go razem z białym boxem, w konkursie @allincycle. Jest i drugie zdjęcie, gdzie sprawne oko wyłapie płyty winylowe, które może nie są głównymi bohaterami zdjęcia, ale jednak są.

Jest, ale nie powiedziałbym, że winyl gra w nim główną rolę. Jedną z głównych, owszem. Taki z Ciebie konkursowicz? A kiedy jakiś konkurs znajdziemy na Twoim profilu? Nurtuje mnie to zdjęcie dla „sprawnych oczu”, może byśmy tak oparli na tym jakiś wspólny konkurs?

Nie mówię nie. Już przy pytaniu o wspomnianą wyżej płytę Kalibra, rozlosowałem wśród znających odpowiedź, płytę Furmana Wyprane EP. Także gdzieś już zacząłem iść tą drogą.

Chętnych zapraszamy na sam dół strony, gdzie znajdą zadanie konkursowe. Wracając do płyt analogowych, planujesz w przyszłości poważniej zająć się tym nośnikiem?

Na razie leży to poza sferą moich głównych zainteresowań. Boję się, że mogę połknąć kolejny haczyk i następna rzecz mnie wciągnie bezpowrotnie. Na razie nie mogę zapanować w pełni nad jedną.

Absorbujące zajęcie, to fakt. Kto współtworzy #RapDycha?

Akcję współtworzą wszyscy, którzy dodają #rapdycha do swoich zdjęć, przedstawiających wybrane topki. Proponuje wejść na forum (TUTAJ). Tam sprawdzając moderatorów, można zorientować się kto tę akcję wymyślił i tchnął w nią życie. @anastasius_aischylos i @ernest_frania. Brawa dla chłopaków. Myślę, że każda taka akcja jest zajebista, bo zbiera nas do kupy i nadaje jakiś kształt naszym działaniom. Zobacz, że większość topek różni się od siebie mocno. To pokazuje, że każdy ma inny gust i upodobania. Dla mnie jak najbardziej ok. Takie akcje są potrzebne, żebyśmy zacieśniali nasze znajomości.

Racja. Gdzie zgubił się Twój pierwszy unboxing?

Wylądował w archiwum. Od początku postanowiłem, że nagram go a’la snapchat czy też a’la relacja z Instagrama, które po określonym czasie znikają. Z całym szacunkiem dla Krzysztofa, ale na dłuższą metę, nie można sobie robić żartu z żartu. Bo odbieram tą płytę jako pastisz, oczko puszczone do słuchacza. Nie chcę nawet myśleć, że Kozanostra nagrał to na poważnie, po fali sukcesu, jakim było jego #Hot16Challange. Rozumiem, że fejm jaki został mu dojebany przez Tedeefa i jego Słek Posypany, mógł zakrzywić trochę odbiór rzeczywistości, ale proszę Cię. Po samych wyświetleniach (remiks ma ich prawie 20 razy więcej) powinna mu się w głowie zapalić lampka ostrzegawcza. Tak czy siak, jako jeden z około dwudziestu osób kupiłem tą płytę (w tym zacnym gronie, o ile mi dobrze wiadomo, znalazł się również WuWunio). Jednak na miejscu KNT na złoto bym nie liczył. Kończąc temat, to moją zajawką nie jest unboxing, dlatego więcej ich nie będzie. Chyba że uda mi się dorwać Quebo i Matheo No To Bajka EP. Szanse równe zeru.

Jeszcze pytanie na sam koniec. Takie z gatunku tych niepoważnych. Jest takie zwierzę, kuropatwa. Wiadomo, pochodzi od słów „kura” i „patwa”. Czym jest „patwa”?

To mnie zastrzeliłeś właśnie. Nie mam pojęcia.

Dam Ci drugą szansę. Dlaczego pracując w biurze pytasz się wszystkich o dzisiejszą datę, kiedy wystarczy spojrzeć w prawy dolny róg i samemu sprawdzić?

Siedzę sam w biurze, więc nie mam się kogo pytać. A datę sprawdzam zazwyczaj na swoim zegarku.

Dzięki za wywiad wariacie. Pozdrów se kogoś, że tak prostacko zakończę, bo zbyt długo byłem miły. Albo podziel się jakąś sentencją w stylu „niech zapanuje pokój na świecie” jak te wszystkie Miss World.

No to wyszło szydło z worka. I to ma być ta dobra zmiana? Niech Ci będzie. Pozdrawiam żonę, mamę, tatę, córę, syna i wszystkich dzięki którym jestem tu w tym miejscu. Bez Waszej pomocy nie osiągnął bym tego wszystkiego. To dzięki Waszemu wsparciu stoję tu przed tak wspaniałą publicznością… Oh wait. To przemówienie z okazji rozdania nagród World Press Photo. No więc, niech zapanuje pokój na świecie. Dzięki za stracony ze mną czas. Trzymajcie się ciepło.

Modest

Przeczytaj więcej o samym cyklu Modest Talking

Konkurs

Podczas naszej pogawędki wspominaliśmy o No To Bajka EP. Dzięki uprzejmości QueQuality mamy niespodziankę dla wszystkich fanów Quebonafide i Matheo oraz dla cierpliwych czytelników. Nie załapaliście się na błyskawicznie rozprzedany preorder? Nie szkodzi! Przygotowaliśmy dla Was konkurs, w którym możecie zgarnąć jeden egzemplarz dla siebie. Zapomnijcie jednak o zwyczajnym udostępnianiu i oczekiwaniu na łut szczęścia. Z uwagi na prestiż nagrody, musicie wykazać się odrobiną kreatywności! W czym rzecz?

Aby wziąć udział w konkursie, muszą być spełnione dwa warunki. Należy:
1) udostępnić TEN post na Facebooku ALBO pobrać grafikę i opublikować ją na swoim Instagramie, dodając do podpisu: @fotografuje_polskie_rap_plyty, @elquatronagrania, @quequalitypl, #ModestTalking, #Quebonafide i #Konkurs,
2) wybrać swój JEDEN ulubiony wers z płyty, która ukazała się w wytwórni QueQuality, a następnie połączyć go z JEDNYM wersem z płyty, która ukazała się w elQuatro Nagrania. Najciekawszy wers, będący efektem takiego połączenia, wygrywa! Wszystkie chwyty dozwolone, liczymy na najbardziej szaleńcze pomysły. Dodatkowo – jako podpowiedź – umieściliśmy odnośnik do tekstów (na Rap Genius) przy każdym naszym nagraniu, opublikowanym w YouTube!

Konkurs potrwa do 21.09.2017 r. (czwartek) do 23:59. Odpowiedzi proszę przesyłać na adres kontakt@elquatro.pl, w temacie wiadomości wpisując BAJKOWY KONKURS. Zwycięska odpowiedź zostanie zaprezentowana o godz. 12:00 następnego dnia, na Instagramie naszego gościa, na naszym oraz na elquatrowym Facebooku.

Życzymy powodzenia! Do dzieła!