+48 514 930 711
kontakt@elquatro.pl
Diggujesz? Zacznij! Oto 7 punktów, dzięki którym nigdy nie kupisz bubla

Diggujesz? Zacznij! Oto 7 punktów, dzięki którym nigdy nie kupisz bubla

Pamiętam jak pewnego razu rozmawiałem o rapie z moimi dobrymi kumplami ze szkoły. Rozmawialiśmy akurat o którejś z płyt Rycha. Próbowałem im zasugerować, że jest ona w dużej mierze oparta o jazz, a oni w jej obronie zareagowali salwą śmiechu, jakbym porównał Peję do Pana Yapy. – Jaki kurwa jazz? A może jeszcze disco-polo? – słyszałem. W sumie czemu miałbym się dziwić? Wtedy wszyscy nie opuszczaliśmy podwórka i byliśmy tacy antyspołeczni, że samo wyjście do teatru kojarzyło się z pierwszym krokiem do zostania frajerem, z czymś zniewieściałym. Obecnie – jak sądzę – Poznaniak już nie jest ich największym idolem. Pewnie teraz słuchają Pink, Pink Floyd lub Rudimental. Zmierzam do tego, że rap prędzej czy później Cię najprawdopodobniej znudzi. Z tej sytuacji są dwa wyjścia. Pierwszym jest pójście za tłumem i bezgraniczne oddanie się nowym trendom. Drugim – sięgnięcie do źródła i eksploracja innych gatunków, z których rap od zawsze czerpał i z których pośrednio się wywodzi. Nie oszukujmy się, ale najwięcej diggerów jakich znam, zrodziło wspomniane wcześniej znudzenie rapem. Sam w czymś podobnym upatruję początków swojej fascynacji winylem. Zatem jeśli rap Cię znużył, masz zamiar wyciągnąć ze strychu stary gramofon Unitry i ruszyć na prawdziwy diggin’, o którym jedynie słyszałeś w wywiadach z ulubionymi producentami, to idealnie trafiłeś! Przygotowałem dla Ciebie kilka punktów, zawierających różne podpowiedzi czy zasady, których sam konsekwentnie przestrzegam, aby w sztuce szperania po koszach osiągnąć absolutne mistrzostwo. Gotowy?

Zanim jednak przejdę do sedna, musimy zawrzeć umowę! Jak kupowałem telefon, czytałem różne fora przez 3 tygodnie. Przed zakupem wkładki do gramofonu, na forach spędziłem 3 dni. Naturalnie tak samo może być z płytą – poczytasz 3 godziny o pożądanym albumie, podjedziesz do sklepu, zapłacisz i wyjdziesz z krążkiem w ręku. Ewentualnie zamówisz przez internet z dostawą do domu. Zapamiętaj tylko jedno – nie chcę byś przypominał uśmiechniętego gościa z reklamy Media Expert, a jednego z bohaterów okładki Endtroducing….. DJ Shadowa! I byłbym zapomniał – mowa wyłącznie o kupnie płyty w ciemno! Taka improwizacja.

1. Miejscówki
Nie oszukujmy się, ale mimo ogólnopolskiego przyzwolenia, nie możesz wejść do Biedronki lub Tesco w poszukiwaniu płyt! Empik, Media Markt lub Saturn również musisz wyeliminować z listy. Prawdziwemu diggerowi to nie przystoi. Wiem, wiem. Z jednej strony taki Marvin Gaye kusi ceną, ale wiedz, że to nic więcej jak reedycja z zeszłego roku i nawet przed swoją dziewczyną nie będziesz mógł poudawać jaki to z Ciebie nie jest koneser! Pamiętaj, że reedycje to przeważnie produkt, stworzony na potrzeby rynku, a często nawet droższy niż pierwsze wydanie, które możesz dostać za grosze (no może poza wspomnianym Marvinem). Szukaj więc tych płyt po antykwariatach, komisach i giełdach! Mam podać jakieś konkrety? Adresy? Żaden wyga nie podzieli się takimi informacjami. Zresztą w sieci pełno spisów takich miejscówek. Od czegoś trzeba zacząć. Jak już będziesz bardziej obyty, to będziesz wiedział, który sprzedawca zawyża ceny, a który kompletnie się nie zna na wartości swoich płyt. Kwestia wprawy. A jak szukasz inspiracji, włącz film Scratch, który powinieneś pamiętać z czasów, jak jeszcze byłeś hip-hopowcem.

2. Wydania
Wchłonięcie wszystkich prawideł na temat wydań może trwać dłużej niż uzbieranie wszystkich albumów Jamesa Browna. Pomyśl, że każda popularna płyta wyszła niemal we wszystkich krajach na świecie. Widziałem wenezuelskie wydania The Doors czy gambijskie Led Zeppelin. Rozmawiałem z wieloma kolekcjonerami w mojej karierze i niektórzy uważają, że hiszpańskie wydanie Songs In The Key Of Life Steviego Wondera z 1981 roku gra lepiej niż oryginalne, ale gorzej już niż japońskie z 2003, wzbogacone o dodatkowe, niepublikowane nigdy wcześniej utwory. Nie jestem audiofilem, więc kupuję tylko pierwsze wydania z kraju pochodzenia danego artysty. Choćby fabrycznie było takiej jakości, że więcej usłyszałbyś trzasków niż muzyki. Jednak tak jest prościej. Kupię reedycję, ale pod warunkiem, że oryginalne wydanie kosztuje 1000 złotych, a nie jest to Curtis Mayfielda, za którego mógłbym tyle zapłacić. W ostateczności wszystko sprowadza się do tego, żeby nie kupować rosyjskich wydań. Cyrylica jest po prostu brzydka i mówi mi mniej niż indonezyjski rap.

3. Wytwórnie
Dobra, mamy to! Wiemy już czego i gdzie szukamy, a to już 70% sukcesu. Stoję pod koszem i mam wyselekcjonowane amerykańskie wydania, bo najczęściej słucham właśnie artystów zza wielkiej wody. Wiem, że będę wracał do domu zadowolony, jeśli zakupiona płyta ukazała się w takich wytwórniach jak Stax, Curtom Records, Buddah Records czy Westbound Records. Nie mam żadnego albumu z logiem powyższych oficyn, który by był słaby! Naprawdę. Dokładnie w ten sposób przecież zdobyłem Rollin’ Dice Jimmiego Jacksona – płyta nikomu nieznanego artysty, która bezapelacyjnie jest jedną z najbardziej obłędnych na mojej półce.

4. Okładki
Selekcja jak widać jest bardzo restrykcyjna. Dzięki niej natomiast spośród tysiąca płyt mamy już wybraną setkę. Nie ukrywajmy, że kupując płytę w ciemno, nie znając wykonawcy, olbrzymi wpływ na Twoją decyzję ma okładka. Do moich ulubionych należą Preacher Man i Finally Got Myself Together od The Impressions, You Want It, You Got It od Detroit Emeralds oraz wszystkie te, które przedstawiają ulice nędzy lepiej niż Martin Scorsese. Są one niezwykle wymowne i w ostateczności potrafią mnie do siebie przekonać!

5. Pięciominutowe utwory
Szukamy dalej. Teraz wszystkie odłożone płyty musisz przejrzeć raz jeszcze, ale skupiając się wyłącznie na drugiej stronie. Umieszczono na niej spis wszystkich utworów, racja? Musi on zawierać choćby jedno nagranie, które trwa minimum pięć minut! W przeciwnym wypadku nie możesz zabrać takiej płyty do domu. Jeżeli na płycie umieszczono piosenkę, która aż tyle trwa, to możesz sobie tylko wyobrazić z jak bogatego instrumentarium się składa oraz determinację, cechującą tych muzyków, skoro odważyli się tego dokonać. Poważnie.

6. Kolesie z wąsem
Szukasz płyty rockowej z lat 60′? Soulowej z lat 70′? Trzymasz już w dłoni jedną i jesteś przekonany, że to ta idealna płyta, dzięki której Twój Ortofon będzie wniebowzięty? Jeśli na okładce zaprezentowany jest kilkuosobowy zespół, a wśród nich nie ma choćby jednego kolesia z wąsem, nie kupuj! Szczególnie w przypadku zespołów, grających psychodelię. Potwierdzone info!

7. Kanye West
Skłamałem na wstępie, nie miej mi tego za złe! Skorzystaj ze wszystkich znanych Ci źródeł i znajdź utwory, które wysamplował Kanye West na jego debiutanckim The College Dropout. Gwarantuję, że żadna płyta, z której one pochodzą, nie będzie beznadziejna tak jak jego ostatnie, niemuzyczne, buńczuczne poczynania. Bo chyba nie zaprzeczysz, że ten wyszczekany producent z Chicago zapisał się w historii jako wirtuoz, geniusz, wizjoner czy trener, który zmienił grę? Głównie za sprawą wyprodukowania swojej pierwszej długogrającej płyty! I Get By Taliba Kweli.

A czy Ty masz jakąś pozycję w swojej płytotece – najlepiej kupioną po taniości, zgodnie z filozofią cebuli – która zmieniła Twoje życie raz na zawsze? Jak ją zdobyłeś? Pochwal się!

Modest

Konkurs

Dla tych, którzy chcą lub już wspierają nas na Facebooku, przygotowaliśmy konkurs. Zwycięzca zgarnie książkę Bóg i potwór – biografię Kanyego Westa. Kliknij i spróbuj swoich szans!

Zdjęcie: Kane Cunico