Dziesiąta rocznica premiery płyty „Nagrania” elQuatro

Dziesiąta rocznica premiery płyty "Nagrania" elQuatro

Ostatnio celebrowaliśmy dziesiątą rocznicę dnia, w którym ujawniliśmy się słuchaczom jako elQuatro. W dniu 24 listopada 2015 roku Cok, Furman, Kaees (dziś Skórysyn) i Modest zaprezentowali klip do utworu … od korporacji, rozpoczynając tym samym działanie podziemnej wytwórni elQuatro Nagrania. Równą dekadę temu, 9 grudnia 2015 roku, ukazała się płyta Nagrania. Dzisiaj więc przypomnimy sobie kulisy powstawania i premiery tego albumu oraz opowiemy kilka anegdot.

Powstawanie albumu „Nagrania”

Płyta Nagrania powstawała mniej więcej cztery lata, a właściwie to przez tyle czasu musieliśmy ukrywać przed znajomymi, że nad czymś pracujemy. Faktycznej pracy, na którą składały się powstawanie beatów, pisanie tekstów, sesje nagraniowe, teledyski, tłoczenie CD i wszystkie inne zabiegi promujące naszą muzykę, oczywiście było mniej. Cała reszta to proza życia, drobne sprzeczki i twórcze blokady. Kiedy w 2012 roku graliśmy koncert na Dniach Sosnowca, nie występowaliśmy jeszcze jako elQuatro. Nie mieliśmy nawet jednego utworu, w którym pojawiłaby się cała czwórka. Posiadaliśmy już natomiast nazwę, domenę i zarys strony oraz logotyp.

Spotykaliśmy się w ToNieTo Studio lub spacerowaliśmy po różnych miejscach ukochanego Zagłębia Dąbrowskiego, podczas burzy mózgów wymyślaliśmy tematy numerów. Następnie Cok komponował swego rodzaju szkice, składające się z perkusji, basu i wiodącej melodii. Dzięki temu mieliśmy już materiał, pod który mogliśmy pisać teksty, a potem nagrywać zwrotki. Wierzyliśmy, że Cok jest producentem ambitnym, posiadającym olbrzymie umiejętności i szerokie horyzonty. Wobec tego nie mogliśmy się doczekać jak finalnie zabrzmi poszczególny beat. I trzeba przyznać, że warstwa muzyczna Nagrań wyszła fantastycznie. Ostatecznie te podkłady zachowały swój pierwotny szkielet, pod który nagrywaliśmy rap, a jednocześnie były całkowicie inne za sprawą rozbudowanych aranżacji i wariacji Coka. Dlaczego więc wszystko tak się przeciągało? Nie zawsze mierzyliśmy siły na zamiary. Wysoko postawiona poprzeczka sprawiła, że niektórzy z nas nie mogli poradzić sobie z presją, co spowalniało niektóre aktywności. A tych mieliśmy sporo.

Współpraca z utalentowanymi ludźmi

Poprzednim razem już wspominaliśmy o tym, że przy powstawaniu elQuatro Nagrania zależało nam głównie na tym, aby udowodnić wszystkim, że szerzej nieznani raperzy mogą funkcjonować na bardzo wysokim poziomie. Początkowo nawet trochę się w tym zatraciliśmy. Chcieliśmy, aby teledyski realizowały największe nazwiska na rynku, miks i mastering powierzać najlepszym specjalistom w kraju. Płyty CD miały być wydane lepiej niż The Stimulus Package Freewaya i Jake One’a, a koncerty musiały się odbywać w największych klubach na Zagłębiu. Po prostu nie zamierzaliśmy na niczym oszczędzać, a wszystko robić najgrubiej jak tylko można.

Na szczęście i tak udało nam się to zrobić, ponieważ diametralnie zmieniliśmy podejście. Uznaliśmy, że postaramy się zabiegać o współpracę z ludźmi, którzy myślą podobnie do nas i charakteryzują się zbliżonym podejściem. Najbardziej rozpoznawalni ludzie niekoniecznie muszą odznaczać się najwyższymi umiejętnościami. Idąc tym tropem, zgłosiliśmy się do osób, które w naszej opinii zasługiwały na większy rozgłos, ponieważ były genialne w tym, co robią. Oryginalne, brawurowe. A efekty ich pracy nam zwyczajnie imponowały. Jedno tutaj trzeba przyznać – mieliśmy szczęście, że współpracowaliśmy ze zdolnymi i wspaniałymi ludźmi. Najlepszymi!

Miks, mastering i teledyski

Za miks i mastering Nagrań odpowiadał Jan z Nagrywarka Studio. Zgłosiliśmy się do niego, ponieważ utwory, nad których brzmieniem czuwał, były zrealizowane na naprawdę najwyższym poziomie. Chcieliśmy, aby nasze numery również brzmiały przepięknie. Jan był strasznie zafascynowany przesłanym mu materiałem i był zdziwiony, że nigdy o nas nie słyszał. Ufając mu, nie pomyliliśmy się z tą decyzją, choć wtedy nawet nie wyobrażaliśmy sobie, że będzie w późniejszych latach współpracował z Quebonafide, Otsochodzi czy Taco Hamingwayem. Z dumą obserwujemy jak Nagrywarka rośnie każdego dnia.

Filminati z kolei podjęło się zadania zrealizowania dla nas pierwszego teledysku – … od korporacji. Budżet na ten obrazek mieliśmy dość spory jak na naszą kieszeń, ale czy była to olbrzymia kwota w skali rynkowej? Nie mamy takiej pewności. Tymczasem nasi ludzie z Gliwic stworzyli teledysk z scenografią, bohaterami i opowiedzianą historią, który był inspirowany filmem Linia życia z 1990 roku w reżyserii Joela Schumachera.

Logo elQuatro to dzieło Szwedzkiego – bardzo znanego artysty street art, którego komiksowe charaktery można podziwiać na ścianach w całej Polsce. Fotografie do okładki paradoksalnie nie zostały zrealizowane w szpitalu, a w starej siedzibie agencji kreatywnej Playstop Division. Agencji odpowiedzialnej za okładkę Nagrań i zawartość poligrafii. Autorką zdjęć jest Olga Borda z… Playstop Division.

Obraz do kolejnego singla, promującego płytę elQuatro, stworzył Sensi&, który wówczas był stałym współpracownikiem Kalego i Ganja Mafii. Dziś działa z czołowymi polskimi raperami i zdobywa branżowe nagrody. Banksy to klasyczny hip-hopowy teledysk z rapowaniem do kamery, ale w przeciwieństwie do pierwszego klipu, takiego właśnie oczekiwaliśmy. Do tego graffiti w wykonaniu Szwedzkiego, świece dymne i chwytliwy refren rozchodzący się po opuszczonej lokomotywowni w Gliwicach. Kiedy skontaktowaliśmy się z Pawłem w sprawie współpracy, ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że słyszał już nasz album. Było to dla nas niezwykle budujące w tamtym momencie i pokazało, że obrany przez nas kierunek był słuszny.

Goście na płycie „Nagrania”

Za scratche i cuty odpowiadali DJ Grubaz i DJ Ace – wówczas najlepsi turntabliści na scenie! Dobra, pokusiliśmy się tu na subiektywną opinię, ale obiektywnie patrząc na pewno byli w czołówce tej sceny w 2015 roku.

Obłędne partie wokalne (ograniczenie ich wyłącznie do refrenu byłoby sporym nietaktem) dograła do utworu Świadomego snu można się nauczyć Magdalena, która dzisiaj tworzy pod pseudonimem YaniKa. Polecamy twórczość tej dziewczyny, ponieważ do szerokiego wachlarza jej umiejętności brakuje tylko kilku zer więcej na platformach streamingowych.

Promowanie płyty „Nagrania”

Kiedy spoglądamy na ostatnie miesiące 2015 roku, z perspektywy czasu uważamy, że naprawdę wykonaliśmy kawał solidnej roboty w zakresie promowania naszej muzyki. Nie wiemy nawet, czy dzisiaj bylibyśmy w stanie to powtórzyć. Wspięliśmy się na wyżyny naszych możliwości i teraz aż sami w to nie wierzymy. Nie twierdzimy, że nikt wcześniej nie zrealizował już podobnych pomysłów. Nie uważamy, że były jakoś specjalnie odkrywcze. Tylko że w ogóle nie spoglądaliśmy się na innych i wprowadzaliśmy w życie to, co sami wymyśliliśmy i instynktownie uważaliśmy za intrygujące.

Najpierw opublikowaliśmy zapowiedź, stylizowaną na fragment jakiegoś reportażu Uwagi, gdzie pacjent udaje się do lekarza z ukrytą kamerą, aby załatwić „lewe” zwolnienie lekarskie. Na naszą prośbę udostępniali ją czołowi raperzy z Zagłębia. Odnotowała jakieś zawrotne liczby. W czasie dzielącym zapowiedź od premiery klipu, szwendaliśmy się po mieście nocami i niczym zbuntowane dzieciaki obkleiliśmy pół miasta wlepkami, zawierającymi hasztag elQuatro z nadzieją, że kogoś finalnie naprowadzi na teledysk.

Płyty CD Nagrania były fantastycznie wydane. Super jewel box, 24-stronicowa książeczka zawierająca fotografie i teksty utworów. Wlepki, kiedy dodawane do preorderów nie były jeszcze memem. Nie przewidywaliśmy wytłoczenia 500 sztuk, ale nie było innych możliwości przy naszych oczekiwaniach co do formy wydania. Większość z nich rozdaliśmy, jedną otrzymał nawet Action Bronson. Czasami informowaliśmy w naszych mediach społecznościowych, gdzie danego dnia będziemy czekać na naszych słuchaczy, aby wręczyć im płytę. Niektóre sprzedaliśmy, a inne zostawiliśmy w losowych miejscach takich jak Babia Góra czy Pogoria. Produkcja kompaktów nigdy nam się nie zwróciła, ale czy było warto rozegrać to w ten sposób? Ależ oczywiście! Późniejsze wydawnictwa dystrybuowaliśmy już bardziej tradycyjnie.

Jak się wyróżnić na tle konkurencji?

Założyliśmy, że skoro nie jesteśmy rozpoznawalni to w kontakcie z mediami musimy się czymś wyróżnić. Zamiast wysyłania drogą mailową informacji prasowych, postawiliśmy na coś bardziej klasycznego. Zaprojektowaliśmy i wydrukowaliśmy specjalne broszury, informujące o naszym projekcie i planach promocyjnych, dołączyliśmy do nich Nagrania na płycie CD i wysłaliśmy do rapowych portali. Niestety, żaden z naszych listów nie doczekał się odpowiedzi.

Zwróciliśmy się o pomoc bezpośrednio do dziennikarzy, tworzących wtedy wygasającą już powoli blogosferę. Do jednego z nich zgłosiliśmy się już po premierze płyty, ponieważ… baliśmy się ciętego języka, z jakiego był znany. Tymczasem Dawid Bartkowski, który do dzisiaj publikuje na Goodkid.pl, okazał się bardzo serdecznym człowiekiem, któremu wiele możemy zawdzięczać. Podobnie jak innym – Axun, Politolog Na Rapie, Mateusz Osiak, Yurkosky czy działający na Instagramie – Fotografuję Polskie Rap Płyty. Ich pomoc okazała się nieoceniona i – o ile nas pamięć nie myli – najwięcej dzięki niej zyskaliśmy. Z tego miejsca chcielibyśmy im podziękować, ponieważ w sposób znaczący przyczynili się do tego, że czterech raperów z Zagłębia mogło przeżyć jedną z najwspanialszych przygód.

Anegdoty z powstawania teledysków

Na sam koniec chcielibyśmy się podzielić kilkoma ciekawostkami z planu teledysków. Oba zostały zrealizowane w miejscach, które były właściwie niedostępne, a uzyskanie do nich dostępu niemal graniczyło z cudem. Musieliśmy wykonać dziesiątki telefonów w różne miejsca, napisać kilkanaście maili. Otrzymywaliśmy zgodę, po czym okazywało się, że jednak nie, aby ostatecznie znów ją dostać. I tak kilka razy.

Na realizację zdjęć w sali operacyjnej Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 im. Św. Barbary w Sosnowcu mieliśmy dosłownie 10 minut, ponieważ pomieszczenie musiało być przygotowane do kolejnej operacji. Wszyscy musieliśmy być dyspozycyjni danego dnia o danej godzinie, a gdyby ktoś utknął w korkach, nie moglibyśmy już powtórzyć zdjęć w tej lokacji. Na szczęście na terenie pozostałej części szpitala mogliśmy kręcić do woli. W międzyczasie, przebrani za lekarzy, byliśmy zagadywani przez ludzi i pytani o to, jak dojść na oddział chirurgiczny. Mimo że nie mieliśmy zielonego pojęcia gdzie się znajduje, za każdym razem uprzejmie wskazywaliśmy drogę.

Lokomotywownia w Gliwicach należała do prywatnego właściciela, ale zgodę na wejście na teren obiektu należało uzyskać od PKP. Dysponowaliśmy pisemnym zapewnieniem, że możemy spokojnie pracować nad klipem w rozpadającym się budynku, ale i tak wydawało się to zbyt idylliczne. Słusznie. Pierwszego dnia odwiedzili nas funkcjonariusze Służby Ochrony Kolei, ale na szczęście do nas i „do naszych kolegów nie strzelali”. Skończyło się „jedynie” na groźbach. Drugiego dnia wpadł właściciel budynku i kazał nam – że tak to delikatnie ujmiemy – zwiewać stamtąd.

Ostatnie słowo

Praca nad płytą Nagrania i powołanie do życia wytwórni to wspaniały czas, okraszony pięknymi przeżyciami w przyjacielskiej atmosferze, ale i też czas nauki. Wszystkie nasze działania miały niewyobrażalny wpływ na dalsze losy każdego z nas. Czy przeżylibyśmy raz jeszcze to wszystko, gdyby los dał nam taką możliwość? Oczywiście! Choćby tylko dlatego, że nasza płyta znów byłaby do kupienia w największym polskim sklepie z płytami, jakim wówczas był Preorder. Przygodę z elQuatro Nagrania zaczęliśmy jako nieopierzone młokosy, a zakończyliśmy jako świadomi i pewni siebie ludzie. Coś wyjątkowego!

Zdjęcie główne: Sensi&

Dziesięciolecie elQuatro Nagrania

Dziesięciolecie elQuatro Nagrania

Czy pamiętacie jeszcze, co robiliście równe dziesięć lat temu? My zapamiętaliśmy ten dzień bardzo dokładnie! Właśnie 24 listopada 2015 roku postanowiliśmy się objawić jako kolektyw elQuatro, który powołał do życia podziemną wytwórnię o nazwie elQuatro Nagrania. Tydzień wcześniej pojawiła się enigmatyczna zapowiedź, stylizowana na amatorskie nagranie z ukrytej kamery, w którym lekarz wystawia lewe zwolnienie lekarskie, ale to teledysk „… od korporacji” był tą powitalną wiadomością, wysłaną słuchaczom.

Zaskakujący teledysk

Pierwszy singiel, do którego powstał wideoklip, był zapowiedzią pełnej płyty (ze względu na liczbę utworów został sklasyfikowany jako EP przez platformy streamingowe, ale zważywszy na czas ich trwania, uważamy, że był to pełnoprawny album), która ukazała się ponad dwa tygodnie później. Klip w ciągu tej dekady obejrzało prawie 9 tysięcy ludzi, choć uczciwie trzeba przyznać, że niespełna 8 tysięcy wyświetleń wykręcił w ciągu pierwszego roku, o ile nie kilku miesięcy. Czasy są inne, algorytmy rządzą się swoimi prawami, więc dzisiaj podobnych liczb nie da się osiągnąć przez zespoły o poziomie rozpoznawalności, na którym wtedy byliśmy. Zresztą drugi teledysk, do utworu „Banksy”, również nie ma się czego wstydzić pod tym względem. Pozostałe utwory tak samo.

Jeśli natomiast „popularność” tego teledysku wywołała tematyka utworu, teraz po dziesięciu latach chyba możemy o tym powiedzieć, że nie opowiada on o żadnej korporacji. Wówczas modne było traktowanie pracy biurowej w sposób prześmiewczy, a przyjęta przez nas wizja lewego L4 (w mowie potocznej nazywanego „elQuatro”) tylko z tym korespondowała. Dlatego też wykorzystaliśmy korporację, aby opowiedzieć o rapie, branży i pasji. W naszych tekstach pada mnóstwo odniesień do tej muzyki i środowiska.

Geneza i nasza misja

Pomysł, aby stworzyć kolektyw akurat w tym składzie, chodził za nami od dawna. Jeszcze w 2012 roku wystąpiliśmy na koncercie w ramach Dni Sosnowca. Pracowaliśmy już nad płytą, ale że chcieliśmy w momencie jej premiery zaskoczyć słuchaczy, a przede wszystkim naszych znajomych, na scenie stanęliśmy jako Cok, Furman, Kaees, Modest i – gościnnie – DJ Roka. Wynagrodzenie za występ przeznaczyliśmy niemal w całości na pokrycie sali prób, w której tygodniami sumiennie przygotowywaliśmy nasze show. Zależało nam na tym, aby ostatecznie pokazać, że nieznani z pierwszych stron gazet artyści także mogą wykonać swoją robotę na światowym poziomie. Z opinii, które docierały do nas po zejściu ze sceny, można wywnioskować, że nasz cel został zrealizowany.

Właściwie na tym samym zależało nam w momencie powołania do życia wytwórni elQuatro Nagrania. Chcieliśmy uczynić nasze dotychczasowe działania profesjonalnymi i wydawać muzykę na takim poziomie jak mainstream, mimo że tkwiliśmy w głębokim undergroundzie. Chcieliśmy mieć ładne okładki płyt i teledyski; oddawać materiały w ręce specjalistów, aby brzmiały lepiej niż płyty w Empiku; dbać o kolekcjonerów, którzy mogliby postawić na swojej półce płyty kompaktowe. Mówiąc w skrócie: pragnęliśmy udowodnić, że zwykłe chłopaki z bloków potrafią działać profesjonalnie, nawet bardziej niż nasi ówcześni muzyczni czy wydawniczy idole.

Czy udało się zrealizować nasze założenia?

Na powyższe pytanie w zasadzie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Na pewno nasze działania były dość szumne, imponujące i zaskakujące. Zainspirowało to mnóstwo osób do innego spojrzenia na własne ruchy i wprowadzenie w nich zmian. Tego dowiedzieliśmy się bezpośrednio od różnych ludzi. Poza tym sami wiele się nauczyliśmy o funkcjonowaniu raperów w mediach społecznościowych do tego stopnia, że niektórzy z nas chcieli wiązać swoją przyszłość zawodową z agencją kreatywną. Bo trzeba przyznać, że na promowanie swojej twórczości w sieci mieliśmy kreatywne pomysły. Odważne. Niestety czasem, mimo perfekcyjnego ich wykonania, byliśmy po prostu za mało rozpoznawalni. Siłą rzeczy nie byliśmy w stanie dotrzeć z tym wszystkim do szerszego grona.

Poznaliśmy mnóstwo fajnych ludzi, wydaliśmy kilka wspaniałych płyt, pojęliśmy mechanizmy rynku muzycznego, liznęliśmy trochę branży, ale i poznaliśmy rozczarowanie z jej strony. Niejednokrotnie, mimo że przychodziliśmy do kogoś z projektem zrealizowanym na najwyższym poziomie, traktowani byliśmy jak ludzie gorszej kategorii. Przekonaliśmy się osobiście, że rozpoznawalność jest często ważniejsza niż umiejętności.

Ostatnie lata

W ostatnich latach na naszym oficjalnym kanale na YouTube pojawiało się mniej treści niż na samym początku. Sporadycznie były to podcasty, czy pojedyncze utwory. Ostatni album pojawił się przeszło dwa lata temu! W dzisiejszych czasach idea wytwórni praktycznie wymarła. Artyści realizują swoje pomysły samodzielnie, doskonale odnajdują się w mediach społecznościowych. Twórczość niektórych z nich staje się viralem i natychmiast zgłaszają się do nich wielkie wytwórnie. My wzorowaliśmy się na niezależnych wydawnictwach, które prężnie działały w latach dziewięćdziesiątych – Rawkus, Cold Chillin’, Wild Pitch. Płyty artystów z danej wytwórni brzmiały podobnie, a jednocześnie różniły się brzmieniowo od innych wytwórni, ponieważ każda z nich miała swojego nadwornego producenta. Nazwa naszej oficyny to z kolei hołd dla kultowych Polskich Nagrań. A inspiracje latami siedemdziesiątymi w muzyce odzwierciedla choćby czas trwania utworów z naszej pierwszej płyty… „Nagrania”. Ergo: chcieliśmy stworzyć coś podobnego.

Nie wszystko poszło po naszej myśli. Poza prozą życia, kluczową rolę mógł odegrać brak doświadczenia w zarządzaniu ambitnymi projektami. Szczególnie tych, tworzonych przez czterech upartych, hehe, indywidualistów o różnych charakterach i podejściu do muzyki. Tak więc prowadzenie wytwórni w tych czasach jest misją niemal nie do wykonania. Każda zresztą i tak na samym końcu jest tłamszona przez majorsa, który zatrudnia dziesiątki pracowników. W każdym razie pozostawiliśmy po sobie wiele dobrego, a wspomnień z tym związanych nikt nam nie odbierze.

Co teraz słychać u członków elQuatro Nagrania?

Wspominaliśmy już, że ostatni album z naszego katalogu ukazał się w marcu 2023 roku. To „Już Nie Ma Go Tam” autorstwa Coka. Od tamtej pory zdążył jeszcze wystąpić w ubiegłorocznej edycji Pizza&Beats Beat Battle w Częstochowie, gdzie zaprezentował kilka bangerów. Aktualnie jest muzycznie nieaktywny, ale Cok od zawsze był nieco tajemniczy. Nie zdziwimy się, jak niebawem usłyszymy od niego jakieś nowości.

Furmana ostatnio mogliśmy usłyszeć w numerze „Sznyt„, gdzie wystąpił gościnnie. To numer, który premierę miał w 2020 roku, a jego autorem jest duet BEZOKERS.

Modest w ostatnich latach próbował swoich sił w podcastach i artykułach, publikowanych na stronie Brak Kultury.

Najbardziej aktywny jest Kaees, który zmienił swój pseudonim artystyczny na Skórysyn i zasilił wytwórnię Tylda. Regularnie wydaje muzykę instrumentalną i z powodzeniem opanowuje techniki gry na japońskim flecie. Polecamy śledzić jego ruchy, ponieważ poza muzyką instrumentalną, produkuje muzykę dla czołowych przedstawicieli polskiego podziemia.

Rap o rapie jest jak Bond o Bondzie

Rap o rapie jest jak Bond o Bondzie

Zauważyłem, że jedną z największych przyjemności sprawiają mi długie i wyczerpujące rozmowy. Najlepiej późną porą. Nie ma nic lepszego w relacjach z kobietami. Z niektórymi ludźmi porozmawiam sobie kulturalnie o polityce, poezji czy nawet o zasadach dynamiki Newtona. Z innymi o serialach, po czym pożartujemy sobie na najbardziej obrazoburcze i niepoprawne politycznie tematy. Mam jednak wąskie grono przyjaciół pasjonatów, z którymi mógłbym godzinami dyskutować o rapie. W trakcie którejś z ostatnich rozmów wyskoczyłem z pewną żartobliwą myślą. Być może z odrobiną przesady stwierdziłem, że podczas odsłuchiwania rapowych nowości zacząłem stosować pewien filtr. Polega on na tym, że wyłączam dany numer w momencie, w którym padają wersy o rapie. Następnie dodałem, że dawno już nie przesłuchałem żadnego utworu do końca. Czy wymyślam? Czytaj dalej Rap o rapie jest jak Bond o Bondzie

Polecając wybitne utwory, tak naprawdę skazujemy je na wyrok śmierci

Polecając wybitne utwory, tak naprawdę skazujemy je na wyrok śmierci

Zasiadam wygodnie w kinowym fotelu i rozpoczyna się film, którego zwiastun wyzwolił we mnie wysokie oczekiwania. Scenie otwierającej towarzyszył Wielki Ogień Miry Kubasińskiej i Breakout, który należy do moich ulubionych polskich utworów. Przez chwilę pomyślałem, że nie wyjdę z kina rozczarowany. Nagle jeden z moich kumpli oznajmił mnie, że świetnym posunięciem ze strony reżysera było postawienie na PRO8L3m w tej scenie. Wtedy zaś pomyślałem, że nie trzeba było ciągle uciekać z lekcji muzyki w gimnazjum, a już na pewno mogliśmy się nie wygłupiać nieustannie i nie dokuczać nauczycielce tylko z tego powodu, że nosiła aparat ortodontyczny i szukała męża w gazecie. Choć prawdę mówiąc czasami starałem się jej wysłuchać, ale nie przypominam sobie żadnych analiz najwybitniejszych płyt Skaldów czy jakiegoś tygodnia z jedną z płyt serii Polish Jazz. Takie doświadczenia wynosiło się z domu jak miało się farta. Pozostali znali na pamięć jedynie piosenki Akcentu lub zespołu Ich Troje. Czytaj dalej Polecając wybitne utwory, tak naprawdę skazujemy je na wyrok śmierci

Odwalcie się już wreszcie od tych młodych!

Odwalcie się już wreszcie od tych młodych!

Wielu młodym ludziom może się to wydawać dzisiaj całkiem niedorzeczne, ale kiedyś nie wystarczyło wyciągnąć telefonu z kieszeni i wpisać dowolnej frazy w aplikacji, aby móc sobie posłuchać podziemnych rapowych artystów. Taśmy z nielegalami przekazywane były z rąk do rąk, więc lokalnych liderów można było posłuchać wyłącznie pod warunkiem, że się ich znało osobiście lub kogoś z ich ekipy. Bez takich koneksji odległość między graniczącymi ze sobą dzielnicami można było porównać do – wtedy świeżo otwartego – połączenia kolejowego między Włoszczową, a Warszawą. Czytaj dalej Odwalcie się już wreszcie od tych młodych!

Czas pionierów i zmiana pokoleniowa. To była przepiękna dekada

Czas pionierów i zmiana pokoleniowa. To była przepiękna dekada

Nigdy nie poszedłem w stronę dziennikarstwa z prostego powodu. Nie umiem i nawet nie próbowałem nauczyć się pisać recenzji, a to one w głównej mierze pozwalają zaistnieć. Generują najwięcej wyświetleń na blogu, a co za tym idzie, pomagają wyrobić sobie nazwisko, aby w przyszłości otrzymać jakiś angaż. Każdą sugestię znajomych o byciu dziennikarzem – żeby nie poczuć się gorszym – kontratakowałem mówiąc, że nie mam szans, ponieważ nie lubię pisać recenzji. Nawet zacząłem w to wierzyć. Takie teksty są zawsze subiektywne, a gusta na tyle różnorodne, że nie możemy żadnej recenzji przyjąć za jedynie słuszną. Zresztą znam ludzi z lepszym piórem ode mnie, z większą wiedzą i umiejętnością wyłapywania niuansów. Czytaj dalej Czas pionierów i zmiana pokoleniowa. To była przepiękna dekada

Jak brzmiałby Jay-Z, gdyby słuchał rapu?

Pewien chłopiec, zamieszkujący tak głęboką prowincję, że nawet Elon Musk mógłby do niej nie dotrzeć, marzył o zostaniu listonoszem. Nie nadawał się jednak do żadnej pracy z ludźmi, ponieważ był neurotyczną osobą. Nie radził sobie ze stresem, był nieśmiały i bardzo zakompleksiony, a lęki czy uczucie niepokoju odczuwał intensywniej od rówieśników. Chłopak miał problem w nawiązywaniu z nimi relacji, a jego jedynym przyjacielem był radioodbiornik. Dzięki niemu zafascynował się muzyką do tego stopnia, że jakiś czas później próbował swoich sił w grze na gitarze, na skrzypcach i na akordeonie. Zapragnął nagle kariery muzycznej. Choć wiązał swoją przyszłość z rockiem, namiętnie ubóstwiał brzmienie Motown. Tyle tylko, że żaden z niego Edwin Starr. Nie dysponował potężnym głosem lub anielskim wokalem. Zresztą umówmy się, w muzyce rockowej śpiew schodzi niejako na dalszy plan, a od nikogo nie oczekuje się, że będzie drugim Ianem Gillanem. Zwłaszcza od gitarzysty. W myśl tej zasady przyszłość naszego bohatera nie zapowiadała się różowo. Wiedział przecież doskonale, że nie jest w stanie improwizować przez kilkadziesiąt minut niczym Jerry Garcia! Co mógłby więc zrobić w tej sytuacji? Mając świadomość własnych niedoskonałości, pójść do jakiegoś programu typu X Factor? Czytaj dalej Jak brzmiałby Jay-Z, gdyby słuchał rapu?

Należę do pokolenia, które zbyt łatwo odpuszcza

Należę do pokolenia, które zbyt łatwo odpuszcza

Kiedy już wszystko wydawało się być idealne to znowu dopadła mnie jakaś depresja. Chandra, okres, apatia, dół? Jeden chuj! Nazewnictwo w tym przypadku jest najmniej istotne. Tak czy inaczej przez większość tych długich (jeszcze nie wynaleziono aplikacji włączającej zwolnione tempo, po prostu czas płynął cholernie wolniej) miesięcy byłem wycieńczony psychicznie. Sił starczyło jedynie na oglądanie głupich seriali, a nie ruszyłem nawet wiecznie odkładanego Breaking Bad, którego – o zgrozo! – nigdy nie oglądałem. W moje łapy wpadło kilka nowych winyli, na widok których zazwyczaj dostaję wzwodu, a tak tylko pomarszczyłem czoło, machnąłem ręką i odłożyłem je na zakurzoną półkę. Wkręciłem się w płyty Ludacrisa, następnie dobijając się najsmutniejszymi piosenkami Talking Heads. Notorycznie spóźniałem się do pracy. Zaniedbywałem obowiązki i relacje. Straciłem kilku bliskich przyjaciół, nie pamiętam już z czyjej winy. Momentami za nimi tęsknię. Świętowałem urodziny. Świętowałem z tego samego powodu, z którego zwykle ich nienawidziłem: rok bliżej do śmierci! A jeśli już o śmierci – odszedł jeden z moich muzycznych idoli. Stałem się otępiały, a moja wrodzona błyskotliwość spadła do tego stopnia, że napotkane na drodze dziecko przygasiłoby mnie zasłyszanym w przedszkolu besztem. Nie znalazłbym odpowiedniej riposty. Nie miałbym siły. Ostatni weekend, pytasz? Rozebrałem się po piątkowym meczu, włożyłem moje super spodenki, których nie powstydziłby się Batman A.D. 1963 i zasnąłem. Wstałem z łóżka dopiero w poniedziałek nad ranem i z kurewskim bólem pleców udałem się do pracy. Sporo myślałem jak wyjść z tej zasranej sytuacji. Powrócić do tworzenia bloga? W końcu to forma autoterapii, oczyszczenia. Miejsce, w którym mógłbym pluć żółcią na prawo i lewo lub wymądrzając się strugać eksperta, co połechtałoby moje ego. Czytaj dalej Należę do pokolenia, które zbyt łatwo odpuszcza

Młody raperze! Prędzej się zestarzejesz niż dostaniesz patronat

Młody raperze! Prędzej się zestarzejesz niż dostaniesz patronat

Upragniony dzień premiery Twojej pierwszej płyty nadciąga jak niegdyś F.I.S.Z. z siłą dynamitu. Przez długie lata w piwnicznym studio, pomiędzy zgrzewką Harnasiów, a jajcarkami, ćwiczyłeś swoje umiejętności i w końcu wydają Ci się one być niemal perfekcyjne. Marzenia ściętej głowy. Już widzę dzisiejszą młodzież – kroczącą ścieżką, zbliżoną do naszej – która nie publikuje na YouTube swojego pierwszego w życiu utworu, a czterdziesty szósty. Uznałeś więc, że jesteś gotowy na sukces. Nastał Twój czas, a scena od momentu premiery Twojego debiutu nigdy nie będzie taka sama jak przedtem. Sporo zainwestowałeś, lecz przede wszystkim cierpliwości. Za ciężko zarobione pieniądze kupiłeś sobie muzykę, której autorami wcale nie są The Neptunes, lecz jest tak przepiękna, że zaraz pojawią się plotki o wydaniu na nią przeszło dwóch milionów złotych (if you know what i mean, kto ma wiedzieć ten wie, pozdro dla kumatych!). Po głowie wiją się myśli o szampanie Moet oraz roznegliżowane kobiety, z których łona ten trunek zamierzasz spijać. Dobrałeś wyszukane tematy. Znaczy się zrezygnowałeś z braggadacio oraz z rapowania o rapowaniu, sztukach i niespełnionej miłości, a tylko tyle wystarczy, by zostać okrzykniętym najoryginalniejszym MC kolejnej generacji. Marzy Ci się OLiS, koncerty, konsola z Yurkoskym. Świetnie, ale najpierw musisz wykonać ten pierwszy krok i pozyskać patronat nad płytą. Czytaj dalej Młody raperze! Prędzej się zestarzejesz niż dostaniesz patronat

Diggujesz? Zacznij! Oto 7 punktów, dzięki którym nigdy nie kupisz bubla

Diggujesz? Zacznij! Oto 7 punktów, dzięki którym nigdy nie kupisz bubla

Pamiętam jak pewnego razu rozmawiałem o rapie z moimi dobrymi kumplami ze szkoły. Rozmawialiśmy akurat o którejś z płyt Rycha. Próbowałem im zasugerować, że jest ona w dużej mierze oparta o jazz, a oni w jej obronie zareagowali salwą śmiechu, jakbym porównał Peję do Pana Yapy. – Jaki kurwa jazz? A może jeszcze disco-polo? – słyszałem. W sumie czemu miałbym się dziwić? Wtedy wszyscy nie opuszczaliśmy podwórka i byliśmy tacy antyspołeczni, że samo wyjście do teatru kojarzyło się z pierwszym krokiem do zostania frajerem, z czymś zniewieściałym. Obecnie – jak sądzę – Poznaniak już nie jest ich największym idolem. Pewnie teraz słuchają Pink, Pink Floyd lub Rudimental. Zmierzam do tego, że rap prędzej czy później Cię najprawdopodobniej znudzi. Z tej sytuacji są dwa wyjścia. Pierwszym jest pójście za tłumem i bezgraniczne oddanie się nowym trendom. Drugim – sięgnięcie do źródła i eksploracja innych gatunków, z których rap od zawsze czerpał i z których pośrednio się wywodzi. Czytaj dalej Diggujesz? Zacznij! Oto 7 punktów, dzięki którym nigdy nie kupisz bubla